Zarys krytyki miłości

Z ust postaci Catherine Deneuve z filmu "Les Voleurs" pada dość ciekawe zdanie w  związku z oryginalnymi zainteresowaniami jej studentki, będącej też jej kochanką i złodziejką: "Aaa, wiek XVIII - czas orgii. Orgie mają to do siebie, że daje się tam całego siebie, podczas gdy w miłości daje się zawsze albo za dużo albo za mało." Aha! Krytyka miłości, zachęta do teoretycznego badania zakresu jej ważności i użyteczności. Zupełnie w stylu Kanta i jego krytyki innych zdolności. Być może termin orgia jest dość ekstremalny, ale dobry jest w tym, że pobudza wyobraźnię i motywuje intelekt.
 

Wiadomo, że w chemii odkrycie prawa stałych stosunków doprowadziło do teorii atomowej materii i systemu pierwiastków chemicznych - niebywałe osiągnięcie myśli analitycznej. Prawo to mówi, że ustalone stosunki ilościowe istnieją w związkach chemicznych, ale nie w mieszankach. Tylko mieszanki w proporcjach ściśle przygotowanych na podobieństwo tych znalezionych w związkach chemicznych mogą z sobą kompletnie przereagować. Przypuszczam, że miłość polega na przyciąganiu i zbliżaniu się wzajemnym takich złożonych amalgamatów, w których są zmieszane inne substancje, ale w rozmaitych proporcjach tak, że nie mogą z sobą całkowicie przereagować. W zwykłej mieszance po przereagowaniu z inną mieszanką pozostaje zazwyczaj jednego składnika nadmiar, podczas gdy inny zostaje całkowicie wyczerpany. Powiedzmy, że to pojedyncza osoba jest takim amalgamatem dążeń, pragnień i darów, które innym chce zaoferować. Wtedy pragnie ona miłości jako proporcjonalnego spożytkowania jej darów i zaspokojenia jej głodów i apetytów. Osoba w miłości chce być cała. Ze względu jednak na chroniczne niedopasowanie tego, co tę osobę spotyka, mamy brak, głód  i wyczerpanie. Fatalny skutek miłości. "Za mało albo za dużo" to efekt dążenia do bycia obsłużonym, albo obdarowania kogoś sobą, w sposób kompletny i ostateczny, zderzającego się z brakiem stałej proporcji elementów w obiektach kochających i kochanych. Nie tylko dawanie "za mało albo za dużo" jest tym nieszczęsnym rezultatem miłosnej interakcji, ale też otrzymanie "za mało, albo za dużo", pozostanie ze smutnym nie wykorzystanym nadmiarem tego, czego było dużo, albo też wstyd z nieposiadania w odpowiedniej mierze tego, co jest pożądane.
 

Inny zły skutek miłości to uzależnienie się od obiektu kochanego i wyobrażenie sobie, że to on jest tym, który nasyca głody i przyjmuje dary, a bez niego życie jest nic nie warte. To jest w istocie zakochanie się - iluzja i fatamorgana spełnienia, podczas gdy faktycznie pojawia się jednocześnie nasycenie i wyczerpanie.
 
 

>>>Dygresja - Siły w miłości

Miłość to przyciąganie. Nie ma odpychania. Nie obowiązuje III prawo Newtona - to znaczy, że na akcję nie musi być reakcji. Siły są zatem jednostronne, ale zawsze przyciągające. Przyciąganie do siebie nazywa się agape, litością, miłosierdziem; przybliżanie się do innego nazywa się erosem, pożądaniem, chucią.

Przeciwieństwem miłości jest nienawiść (z braku lepszej nazwy tak zwana). Jej siły są też jednostronne, lecz odpychające. Odpychanie od siebie nazywa się wzgardą, oddalanie od innego żalem i rozczarowaniem.
 

>>>Koniec dygresji

A zatem jak to jest z tą orgią? Jak jest możliwe otrzymywanie i dawanie całym sobą skoro uczestnikami orgii mają być nieproporcjonalnie wyposażone osoby?

Uczestnictwo w orgii nie jest aktem prostym. Wymaga przygotowania. Podczas gdy miłość często pragnie spontanicznej doskonałości, orgia nie oczekuje doskonałości, ale nigdy nie obywa się bez przygotowania. Dlatego też orgia prawie zawsze się udaje.

Tak więc można przygotować się do orgii przez odrzucenie sublimacji poszczególnych elementarnych składników i stopienie ich w jedną jakość, która na zasadzie średniej arytmetycznej będzie zbliżona do jakości wyprodukowanej przez innych uczestników orgii. Osoba ludzka stara się zatracić swą indywidualność, aby móc przystąpić do ceremonii orgiastycznej. Kiedy funkcjonalne składniki osoby ludzkiej zlewają się w jedno zapytać by można -- cóż to takiego jest? Nie mam na to odpowiedzi: może to być energia, chaos, źródło, otchłań śmierci, samozatracenie. Nie wiem. Co prawda do takiego postępowania zachęcał nas niejeden boski bądź półboski nauczyciel.

Inne przygotowanie do orgii to właśnie sublimacja, wyodrębnienie, wybór tego składnika, który jest przeznaczony do udziału w orgii. Oznacza to pozostawienie pod ochroną całej większej reszty składników osoby. A więc tutaj pojawia się wyrafinowanie i, jak mówią niektórzy trochę niepoprawnie, wyuzdanie. Ale to właśnie jest ta apollińska, artystyczna wersja orgii, gdzie uczestnik zachowując kontrolę nad proporcjami swych składników ma zintensyfikować  oraz spożytkować jeden z nich. Wersja stopienia składników osobowości w jedno to podejście dionizyjskie.

Siły miłości ciągle odgrywają rolę w orgii. Dążąc do obiektu atrakcji (eros), bądź też przyciągając do siebie ten obiekt i obdarowując go sobą (agape), podmiot działań orgiastycznych nie przedstawia się już jako całkowita osoba, lecz jako przetworzony agent - czy to jako dionizyjski chaos i źródło, który zniósł i zmazał swoje cechy i właściwości, - czy to jako apolliński wysublimowany artysta władający biegle pewną sferą swej osoby.
 
 

Rodzaje ceremonii orgiastycznych.

Orgie uprawiane są i były na wiele sposobów i pod wieloma postaciami. Łatwiej jest wymienić i wyliczyć podejścia apollińskie.

1. Narkotyki -- te które wyodrębniają jedną ze sfer oddziaływania i odczuwania.
2. Sport, wysiłek fizyczny i wyczyn sportowy, na przykład bieganie, albo podnoszenie ciężarów.
3. Sztuki apollińskie: poezja, literatura, sztuki wzrokowe takie jak malarstwo i fotografia, w których chodzi o uchwycenie czegoś atrakcyjnego i zatrzymanie go w formie zasadniczo statycznej.
4. Rozpusta cielesna - wyodrębnienie zmysłowości i ciała od reszty osoby.
5. Rozpusta intelektualna - użykowanie wyłącznie intelektualnej strony osoby.
6. Praca, czyli rozpusta produkowania - też prowadzi do wzmocnienia pewnych właściwości i wygaszenia innych.

Inne są sposoby dionizyjskie:
A. Te raczej łagodne: muzyka, taniec, teatr czy też koncert rockowy.
B. I straszliwe rodzaje samozatracenia:
    -- w niebezpieczeństwie, tak jak wspinaczka wysokogórska, czy rejsy poprzez morza, próby przetrwania w dziczy;
    -- w śmierci, t.j. w samobójstwie, a może też w zabójstwie;
    -- oddaniu się we władzę nieznanych sił, tak jak w oddaniu się pracy dla organizacji przestępczej;
    -- zerwanie więzi z bliskimi i ucieczka w nieznane -- emigracja w obcy kraj, ale też taka, że pociąga za sobą zmianę osobistej identyczności.
C. Ekstaza modlitewna -- czyli próba zbliżenia się do istoty wyższej i zatracenie w tym kontakcie własnej osobowości;
 
 

Weryfikacja przedstawionej teorii w pytaniach i ćwiczeniach.

 

1. Miłość Boga chrześcijan.

Czy miłość Boga domaga się od człowieka przygotowania orgiastycznego? Czy jest to miłość idealna to znaczy taka, która dostosowuje się do tej specyficznej osobistej mieszanki jakości i idealnie zaspokaja pragnienia i głody oraz łaskawie pozwala się obdarowywać? Na to ostatnie jest wiele przykładów w Ewangelii. Jezus wydaje się takim idealnym  kochankiem - na przykład daje wody żywej tak, że się już więcej nie pragnie, obiecuje życie wieczne, czyli wieczną integralność osoby. Problem z nim, że mówi o wąskiej ścieżce do zbawienia, żąda cierpienia, a zabrania rozkoszy. Grzech jest w zasadzie oddzieleniem się od Boga - chciałbym mieć lepszą definicję, ale żadnej nie mogłem znaleźć w katechizmie. Myślę, że jest to uchylenie się od posłuszeństwa Bogu i od wykonywania jego woli. Aeschylos w "Orestei" przedstawia taki związek między grzechem a pożądaniem. Mówi o Parysie:
 

"Lust drives him on - lust, desperate and wild,
Fate's sin contriving child -
And cure is none; beyond concealment clear,
Kindles sin's baleful glare."

To pożądanie, czyli oddawanie się dążeniom erotycznym jest "fate's sin contriving child", tym współsprawcą losu prowadzącym do oddzielenia się od Boga. Przyjęcie tych koncepcji dopuszcza następującą hipotezę natury miłości Boga zgodną z hipotezą Jezusa jako idealnego kochanka. Otóż Bóg kocha człowieka idealnie - nie naruszając jego specyficznej struktury składników - chce go przenieść w obszary życia wiecznego całego, tak jak przeniósł Chrystusa. Jakiej miłości Bóg się domaga od człowieka w zamian. Zasadniczo domaga się samozatracenia, a wobec innego człowieka i siebie samego domaga się miłosierdzia. Samozatracenie scharaketryzowane jest powyżej jako dionizyjska metoda orgii, a miłosierdzie to elementarna siła miłosna, która polega na dawaniu innemu z siebie. A zatem człowiek zatraca się w Bogu i rozdaje siebie innym. Nie ma tu siły erotycznej, gdzie człowiek dąży do czegoś co go pociąga - to coś może być inne niż Bóg. A Bóg zastrzega sobie wyłączność. Ta siła erotyczna jest co prawda włączona w miłość do Boga, ale jest już wprawiona w ramy orgii zatracenia się w Bogu. Eros poza tym zatraceniem jest grzechem, albo źródłem grzechu, szukaniem miłości poza Bogiem, zdradą.
 

2. Bogowie Olimpu starożytnych Greków.

Ci Bogowie nie każą się kochać. Oni są zwycięzcami i każą nam z sobą walczyć i konkurować na drodze do nieśmiertelności. Taką nieśmiertelnością  nagrodzeni są herosi. Tytan Prometeusz jest naturalnym wrogiem i konkurentem Bogów Olimpu. Jego hasłem jest wyzwanie rzucone tym Bogom a nie ukorzenie się przed nimi. Jest tu zasadniczo różny od Jezusa czy Mojżesza. Ten ostatni najwyżej co to negocjował z Bogiem, ale nie przeciwstawiał się mu nigdy. Biblijnym herosem jest właściwie Korech, który kwestionował autorytet Mojżesza i Aarona i zaraz wzięty został do piekła żywcem i to wraz z rodziną i krewnymi. Jakub w Biblii walczył raz z Aniołem Bożym i okulał od tego na zawsze. To przekonuje nas, że z Bogiem chrześcijan walczyć nie można. Jedyną właściwą postawą jest posłuszeństwo. Tęsknimy do świata Bogów Greków gdzie człowiek, co prawda nie próbując równać się z absolutem, bo Bogowie takim nie są, jednak dostępuje nieśmiertelności dzięki własnej heroicznej postawie. Nieśmiertelność to bardziej chwała niż szczęście.
 

3. Małżeństwo.

Małżeństwo jest powszechną pośród rozmaitych kultur ideą mającą na celu określenie prawa jednej osoby do drugiej osoby. Jest to przydatna instytucja z punktu widzenia organizacji społeczeństwa, bowiem stawia ona rozum na stanowisku regulatora popędów: popędu seksualnego oraz popędu do posiadania. Pamiętamy też, że skutkiem aktu seksualnego jest często potomstwo, które staje się jakby inwestycją będącą w czyimś posiadaniu i wiążą się z nią koszta i oczekiwana korzyść. Jest to szczególnie mocno akcentowane w Starym Testamencie. Wydaje się, że w wielu tradycyjnych społeczeństwach traktowano miłość małżeńską przedmiotowo - rzekłoby się - orgiastycznie. Mężczyzna dawał materialne warunki, kobieta dawała swoje płodne łono. W nowoczesnych społeczeństwach, gdzie mocno przekonuje się człowieka o wartości jego indywidualnej osoby, w związku małżeńskim uczestnicy starają się nie zatracić swojej osobowości i walczyć o idealną miłość raczej niż stoczyć się do poziomu orgii. Małżeństwo stara się osiągnąć harmonię, ponieważ jego uczestnicy są przekonani, że muszą dawać całą swoją i przyjmować całą osobę partnera. Przekonanie takie jest umocnione sakramentem, błogosławieństwem, czy bądź też po prostu ceremonią cywilną.
 

Podsumowanie i konkluzja.

Miłość poszukuje poszanowania i docenienia u drugiego. Osoba w orgii wyszukuje w sobie samej zdolności, które spożytkowuje sama - jedynie przy ewentualnym udziale drugiej osoby. W ten sposób miłość jest zorientowana na drugiego człowieka, podczas gdy orgia jest zasadniczo egocentryczna. Druga osoba w orgii jest w istocie tylko podnietą. Paradoks polega na tym, że to orgia jednak dąży do wyjścia poza siebie samego w kierunku czegoś jakościowo nowego i prawdopodobnie większego od indywidualności. Miłość chce koncentrować się na drugiej osobie, łączyć się z tą drugą indywidualnością i w efekcie utworzyć conajwyżej unię dwóch indywidualności. I taki jest miłości zakres.

-------
TJG
Listopad 1998
Copyright Š 1998, Tomasz Gil